Gdy Ewa i Jan brali ślub, wiedzieli, że chcą mieć dzieci, jednak gdy lekarz potwierdził ciążę, pojawiły się mieszane  emocje.  Oboje pracowali w wymarzonych zawodach i choć cieszyli się na myśl o nowym rozdziale w życiu, pojawiły się obawy o bezpieczeństwo pracy i wątpliwości czy nowe obowiązki nie spowodują problemów w sytuacji  ogólnoświatowej niestabilności ekonomicznej.

Ewa i Jan obawiali się też o swoją relację. Przyjaźnili się od wielu lat, potem to się przerodziło w związek romantyczny, a teraz miała pojawić się w nim trzecia osoba, wokół której ma się zacząć kręcić cały świat. Widzieli to jako przejście z pozycji intymnej relacji miłości do bycia bardziej jak partnerzy biznesowi, skoncentrowani wobec zadania wychowania dziecka. Oboje odczuli to jako ogromną stratę, innymi słowy,  znienacka odkryli, że nie są przygotowani na bycie rodzicami.

Cóż. Na początku było ciężko. Ani jedno, ani drugie nie pochodziło z idealnych domów i czuli, że brakuje im dobrych wzorców. Choć dziadkowie z obu stron chcieli zaangażować się w opiekę nad dzieckiem (Ewa po urlopie macierzyńskim wróciła do pracy etatowej), młodzi uparli się, by dać sobie radę sami, bez opierania się na swoich rodzicach jako podstawowym źródle opieki. To było ciężkie. Tak naprawdę dopiero po dwóch latach poczuli się bardziej pewnie jeśli chodzi o swoje umiejętności rodzicielskie.

Dodatkowym obciążeniem byli przyjaciele, którzy powtarzali im jak bardzo sobie nie radzą, dodając, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a postawą "jakoś to będzie" tylko gwarantują dziecku udrękę i zaniedbanie. Innymi słowy - nikt z otoczenia nie dowierzał, że nadają się na rodziców.

W międzyczasie Ewa i Jan przystosowali się do nowej struktury rodzinnej. Ewie udało się przejść na pracę zdalną, wydzieliła sobie biuro w domu, a gdy odpadły długie dojazdy do pracy, zaczęła bardziej cieszyć się z bycia mamą.  Jan też zmienił pracę - znalazł zatrudnienie kilka przecznic od domu, co dało im obojgu dodatkowy czas. Dzięki temu mogli regularnie urywać się na randki małżeńskie (bez dziecka) i ożywić swą romantyczną miłość.

Jednocześnie odkryli, że część ich znajomych po urodzeniu dziecka próbuje zachować status quo  pary i  nie udaje im się w dobry, płynny sposób przejść do nowego rodzaju relacji. Dzieci, podrzucane notorycznie dziadkom, cały czas przeszkadzają im w realizacji celów. Rezultatem jest brak rozwoju i zaangażowania w życie poszerzonej o dziecko relacji.

Erikson, psycholog zajmujący się rozwojem człowieka podkreśla, że pierwszy rok życia dziecka jest kluczowy w rozwoju w sensie nabycia poczucia bezpieczeństwa i bycia kochanym. Z  kolei wiele badań pokazuje, że wiąże się to z autentycznym wyrzeczeniem i pogorszeniem relacji intymnej w parze. To koszt  stania się rodzicem. Jednak z czasem dziecko wymaga mniejszej uwagi i można (i warto) zacząć odbudowywać tę relację intymną na wyższym poziomie.  Warto o tym pamiętać, bo to może pomóc w bardziej realistycznym spojrzeniu na rodzinę jako na projekt długoterminowy. Będą w nim i gorsze i lepsze momenty, ale też ogromne szanse na rozwój.

Bogna Białecka - psycholog

 

#dbamoswiatisiebie #dosis #fezip #PoPierwszeRodzina #RodzinaToSiła #Rodzina #MRiPS #rodzina #ojcostwo #macierzyństwo #rodzinajestnajważniejsza #troska 

#pokolenieY #PokolenieZ #badania #rodzicielstwo #dziecko #mama #tata 
#ojciec #miłość #dzieci #dziecko #dzieckowdrodze #pierwszedziecko